Wysadzili nas w sercu miasta pod samą pocztą, potem jak zwykle zrzuciliśmy bagaże i poszliśmy szukać noclegu. Nie było to takie łatwe bo ceny dawali nam zaporowe, a w zakolu rzeki wręcz kosmiczne. W końcu znaleźliśmy miejsce w polecanym przez Lonely Planet Khounsavanh Guest House. Za trójkę zapłaciliśmy 90 000Kip. Przyjemne miejsce z dużym ogrodem, trochę na uboczu.
Główna ulica miasta wieczorem zmienia się w wielkie targowisko. Można kupić tu przede wszystkim „cepelię” jakieś koszulki i różne pamiątki. Miejscowi sprzedawcy zaczynają targowanie od cen trzy razy wyższych niż nominalna wartość, ale sami, nawet bez naszego targowania zbijają cenę o połowę :)
Na targu znaleźliśmy wspaniałą wegetariańską restauracyjkę pod chmurką. Dostawało się talerz i można było nabierać na niego co się zechce. Wybór był ogromny i to wszystko za 5000kip czyli 0,75$, a smak potraw przewspaniały i nie do opisania.
Kielon wyskakując rano z tuk-tuka nadwyrężył sobie mięsień w nodze. Aby ulżyć swemu cierpieniu poszedł na masaż. Cena była bardzo miła 40000Kip za godzinkę a masaż podobno nadzwyczaj przyjemny.
Następnego dnia wynajęliśmy tuk-tuka za 150000kip żeby dostać się do jaskiń Pak Ou. Jaskinie oddalone są o 25 km od miasta nad brzegiem Mekongu , droga była długa gdyż połowę trasy przebyć trzeba po szutrze.
Miasto przyklejone jest do zbocza małej górki a całość znajduje się w zakolu Mekongu. Na szczycie górki znajduje się kompleks świątyń Phu Si.(10000kip) Rozciąga się z tamtąd przecudny widok na okolice i wijący się Mekong.
Jestem zdegustowany :( A gdzie zdjęcie z masażu Kielona??
OdpowiedzUsuńMichał-Basingstoke :)