Pierwszego dnia o 8.00 rano wybrałem się do Parku Historycznego, w którym mieszczą się ruiny świątyń sprzed kilkuset lat. Można tam dojechać za 10B ciężarówką przerobioną na autobus - kabriolet, takim cudem jeszcze nie jechałem ale było OK i co najważniejsze chłodno.
Jako że świątynie rozrzucone są na sporej powierzchni najlepiej za 30B wynająć rower.
Z pełną butelką wody ruszyłem w upalną trasę. Cały teren podzielony jest na dwie części północną która oficjalnie mieściła się za murami i centralną. Oprócz tego gdzie się człowiek nie ruszył to na każdym kroku nabijał się na pozostałości z przeszłości.
Jadąc dalej wjeżdża się do otoczonej fosą świątyni Wat Phra Pai Luang.
Ale Najlepsze widoki zostawiłem sobie na koniec. Centralna zona powala. Kilka olbrzymich świątyń położonych w jednym miejscu ze znajdująca się na wyspie Wat Sa Si.
Jeździłem dobre 5 godzin podziwiając okolice. Znowu zdałem sobie sprawę jakie to musiało sprawiać wrażenie i jak wpływać na ludzi którzy tu pielgrzymowali i to w tym czasie, kiedy u nas były w większości drewniane kościółki.
Bardzo mi się tu podobało znów mi się przypomniał wspaniały czas jaki spędziłem w Siem Rap, z tym że tu prawie nie było turystów i wśród tych ruin można się było na spokojnie zapomnieć :)
Zbliżała się 15ta, wysuszony, przegrzany i zmęczony oddałem rower i wróciłem do miasta.
Nieopodal miejsca gdzie mieszkałem był mały nocny targ na którym się stołowałem. Wybór miejscowej kuchni był naprawdę niczego sobie. Próbowałem wielu rzeczy, ale mimo że sprzedawcy mnie zachęcali, nie zjadłem pieczonych świerszczy, podsmażanych na miodzie koników polnych czy smażonych larw. Jakoś nie mogłem się przemóc.
Zostałem tu jeszcze 2 dni, praktycznie nie robiąc nic. Rany się już zaleczyły i zostały tylko strupy, mogłem sobie pozwolić na kąpiel w pobliskim basenie. Po odpisywałem na maile, powklejałem moje wylewy do bloga, zrobiłem porządki w zbiorach zdjęć. Opalałem się, oglądałem TV po prostu luzzz.
Aż dostałem telefon z Bangkoku że odesłano mi paszport. Koniec laby czas wracać!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz