Gdy zebraliśmy się ponownie do kupy okazało się, że wchodzimy jako jedna z pierwszych grup. Dokładnie nas 'przetrzepali', łącznie ze sprawdzeniem plecaków (mi zabrali do depozytu nóż - scyzoryk), następnie zaproszono nas do mini sali kinowej gdzie puszczono nam krótki filmik o tym jak powstawały dwie wieże (świetna komputerowa prezentacja) oraz opowiedziano nam trochę o firmie Petronas (czyt. spot reklamowy). Przesympatyczny pan przewodnik ( jak się później okazało, miał polskich przyjaciół) zabrał nas do windy i heja (znowu super szybko) na 41. piętro, gdzie zawieszony jest most – zwany SkyBridge. Jest to najwyższy most na świecie zawieszony pomiędzy dwoma budynkami, ciekawostkę może stanowić fakt iż jest on ruchomy – pod wpływem wiejącego wiatru wieże nie są 100% stabilne więc most pomiędzy nimi musi wykazywać się elastycznym połączeniem ze ścianami budynków. Na górze 10 minut na zdjęcia i z powrotem windą w dół.
Dla każdego kto odwiedza KL, wizyta na Twin Towers jest obowiązkowa. Budowla ta zrobiła na mnie niesamowite wrażenie, pokazując jak myśl ludzka biegnie do przodu, jak wiele już potrafimy. Bliźniacze wieże wykonane są z ton szkła i stali, w ich wzornictwie przeplata się islamska symbolika wraz z nowoczesnością. To wizytówka całej Malezji i powód do dumy.
Po wizycie na Twin Towers chłopaki pojechali na tzw. (po noszemu ;) „berzę” czyt. nie jak „rz” lecz „r” i „z”(po polsku – dworzec), dowiedzieć się co i jak z dojazdem do Parku Narodowego Taman Negara, a ja udałam się do hoteliku aby w spokojności posiedzieć trochę w sieci (i zaktualizować blog oczywiście:)).Gdy okazało się, że autobus mamy dopiero nazajutrz, chcąc nie chcąc zapłaciliśmy za kolejną noc w hotelu i postanawiając nie tracić dnia i pojechaliśmy na wycieczkę krajoznawczą do miejsca zwanego Batu Caves (bilet 2 RM, autobus nr 11, odjazd
W drodze powrotnej postanowiłam razem z Piotrasem skosztować świeżego kokosa. Pan hindus czterema sprawnymi ruchami nożem – maczetą 'obrobił' kokoska, zawartość przelał sprytnie do woreczka, nie zapominając o wyłuskaniu tego co na ściankach. Niestety nie jest to tak jak w reklamie Bounty, mleko ma charakter wodnisto-szarej substancji o smaku kwaśnej wody, kokosa nie czuć wcale, a 'zdrapki ze ścianek' podchodziły swoim smakiem pod galaretkę o smaku nic, która koło kokosa tylko leżała:) Cóż...smakowa wtopa tygodnia.
Wieczorem, jak na prawdziwą kobietę przystało:), rzuciłam się w wir zakupowych szaleństw – w końcu byliśmy w stolicy:). Wszystko pięknie ładnie, tylko że kolor mojej skóry odbiegający nieco od koloru skóry miejscowych był powodem do ciągłych zaczepek naganiaczy oferujących dosłownie wszystko: od masażu stóp, poprzez podrabiane torebki, ciuchy, buty i zegarki, a skończywszy na fałszywych DVD i CD - i nie ma się tutaj co irytować – trzeba grzecznie odmówić a żeby dobić 'przeciwnika' na koniec – ładnie się uśmiechnąć :) Po 9pm szybki wyskok do pobliskiej chińskiej knajpki na zupkę a'la rosół, powrót do hotelu i nyny – nazajutrz ponownie czekała nas wczesna pobudka.. (kiedy ja się wyśpię?! :D)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz